"Pierwsza.. Zawsze musi byc poczatek, nawet jesli jest tylko przedluzeniem czegos co istnieje.... przez wzglednosc percepcji poczatek moze byc koncem, a na upartego tez i srodkiem, ale wnikliwy obserwator wodzac oczyma po kazdej z nitek gobelinu rzeczywistosci i tak bedzie wiedzial gdzie i co mialo swoj poczatek...
Zatem pierwsza.... miala miejsce .... w Kosciele.... w minionym juz tysiacleciu, bodajze gdym liczyl sobie lat 13.. lub cos kolo tego... (co mi zreszta przypomina, ze - przynajmniej pod jeszcze jednym wzgledem - byl to szczególny okres)... jak na ministranta przystało siedzialem w bialo odzianym gronie podobnych mi malolatow na schodach prezbiterium wsluchujac sie w kazanie... a rownoczesnie bladzac myslami... i wodzac oczyma po zgromadzonych ludziach... Na balkonie, za miejscem dla choru (ktore jak kosciol stary pozostawalo puste i zadnych spiewow z onej grzedy nikt chyba jeszcze nie uswiadczyl) slonce przenikalo witraz z niebieskich i zoltych plytek zlozony..... promienie bladzily po kosciele calym, tanczyly w ich jasnym dotyku drobiny kurzu i iskry ludzkich oczu....
Zupelnie bez ostrzezenia, bez powodu poczulem wokol siebie/w sobie swiato... I dwa spojrzenia, gdy wzrok zarazem po materii wodzil, jak i pod tym obrazem dostrzegal obraz drugi.... Zloty byl kolor, ktory mnie wypelnil i czulem sie jakby kto ducha mego w swiatlo przyoblekl i zlotym blaskiem napelnil... Zadnych definicji, czy slow, ktore by to w sobie zawarly nie bylo trzeba, jeno odczucie, ktore wypelnialo po brzegi, jak przebudzona jazn siegajaca nowego stanu... A ludzie w tym spojrzeniu odziani zostali w blask srebrzysty co niczym mgielka ich ciala otaczal...
Chwile trwalo to odczucie, chwile doniosla i gleboka w oczucia...
Duzo pozniej mialem dowiedziec sie, ze istnieje cos takiego jak cialo duchowe, astral, aura zewnetrzna i wewnetrzna, poznac znaczenia kolorow.... odkrywac kazdy kawalek wiedzy z roznych zrodel splatajacy sie w jedna sciezke... duzo pozniej....
Teraz, kiedy ogarniam te wydarzenia w pamieci zaczynam uswiadamiac sobie, ze przeblyski tego wydarzenia, poczucie ... *swiadomosc* swej istoty towarzyszyly mi od czasow, z ktorych nie zachowal sie zaden obraz....."
;P
Zatem pierwsza.... miala miejsce .... w Kosciele.... w minionym juz tysiacleciu, bodajze gdym liczyl sobie lat 13.. lub cos kolo tego... (co mi zreszta przypomina, ze - przynajmniej pod jeszcze jednym wzgledem - byl to szczególny okres)... jak na ministranta przystało siedzialem w bialo odzianym gronie podobnych mi malolatow na schodach prezbiterium wsluchujac sie w kazanie... a rownoczesnie bladzac myslami... i wodzac oczyma po zgromadzonych ludziach... Na balkonie, za miejscem dla choru (ktore jak kosciol stary pozostawalo puste i zadnych spiewow z onej grzedy nikt chyba jeszcze nie uswiadczyl) slonce przenikalo witraz z niebieskich i zoltych plytek zlozony..... promienie bladzily po kosciele calym, tanczyly w ich jasnym dotyku drobiny kurzu i iskry ludzkich oczu....
Zupelnie bez ostrzezenia, bez powodu poczulem wokol siebie/w sobie swiato... I dwa spojrzenia, gdy wzrok zarazem po materii wodzil, jak i pod tym obrazem dostrzegal obraz drugi.... Zloty byl kolor, ktory mnie wypelnil i czulem sie jakby kto ducha mego w swiatlo przyoblekl i zlotym blaskiem napelnil... Zadnych definicji, czy slow, ktore by to w sobie zawarly nie bylo trzeba, jeno odczucie, ktore wypelnialo po brzegi, jak przebudzona jazn siegajaca nowego stanu... A ludzie w tym spojrzeniu odziani zostali w blask srebrzysty co niczym mgielka ich ciala otaczal...
Chwile trwalo to odczucie, chwile doniosla i gleboka w oczucia...
Duzo pozniej mialem dowiedziec sie, ze istnieje cos takiego jak cialo duchowe, astral, aura zewnetrzna i wewnetrzna, poznac znaczenia kolorow.... odkrywac kazdy kawalek wiedzy z roznych zrodel splatajacy sie w jedna sciezke... duzo pozniej....
Teraz, kiedy ogarniam te wydarzenia w pamieci zaczynam uswiadamiac sobie, ze przeblyski tego wydarzenia, poczucie ... *swiadomosc* swej istoty towarzyszyly mi od czasow, z ktorych nie zachowal sie zaden obraz....."
;P
