Tuesday, June 29, 2004

Dreamwalking



Śnie, strażniku moich marzeń
Nocny mych ścieżek opiekunie
Przyszłych wyrocznio wydarzeń
Na wieki śmiertelny mój całunie

Friday, June 25, 2004

Prohibition

Prohibicja to był naprawdę genialny pomysł. Oczywiście w skali współczesnej cywilizacji zachodu. :)
Jasne, handel aloholem kwitł jak nigdy. Dla rządu wystarczyło założyć własną, nie koniecznie legalną, agendę rozprowadzającą trunki i zysk był. Gangsterzy też zarabiali, ale jak dbali o interes!
Najważniejsze jednak było to, że ludziom nie chodziły głupoty po głowie :P. Narkotyki? JAKIE narkotyki? Czy, jeśli o tym mowa, jakiekolwiek używki. Alkohol to był owoc zakazany i spożywanie owego zaspokajało wszelkie potrzeby tabu i "produkcji" ideologii potrzebnych by przekroczyć wyznaczone granice.

Zresztą prawo być może powinno być zrobione na wyrost, pamiętając że ludzie będą je łamać masowo (co jest tak pewne, jak to że słońce świeci ;P), dzieki czemu społeczeństwo osiągnie stan upragniony przez prawodawców (czyli po przekroczeniu ustanowionych granic lud znajdzie się dokładnie tam, gdzie miał się docelowo znaleźć ]:->). Im dalej ustanowi się dostępne granice, tym dalej wyjdzie poza nie społeczeństwo. Kiedy granicą był alkohol, samo jego zdobycie było już Czymś. Kiedy granicą stały się narkotyki używanie "miękkich" jest powszechne. Kiedy "miękkie" staną się legalne, to hardcorowe badziewia będą na topie. ITD.
Podobnie np. z sexem. Kiedyś goła noga to było naprawdę niezłe "porno" ;). Z każdą jednak dekadą na rynku pojawiają się coraz większego kalibru przegięcia w temacie erotyki.
Tylko patrzeć jak SM, piss, bizzare, czy co tam jeszcze jest zostaną wyparte przez .... bo ja wiem? Dewiacje seksualne??

Wprowadzając jakąś swobodę pamiętamy, że jest swego rodzaju przywilej, że sięgnęliśmy po tabu i na swój sposób szanujemy te świeżo zdobyte terytorium. Ale zaraz po nas będzie kolejne pokolenie, dla którego wywalczony przez nas stan będzie stanem oczywistym jak powietrze i będą szukać własnego tabu - czegoś co dla nas było całkowcie nie do pomyślenia. Mam wrażenie, że Ci którzy są za legalizacją "miękkich" raczej zapominają, że ich dzieci, czy wnukowie mając swobodny dostęp do lekkich dragów zabiorą się za mocne. A tak conajwyżej będą się odzywać głosy, że "szkoda, że to nielegalne", ale granice pozostaną i nie sięgniemy po nic gorszego. Dla nas wydaje się to oczywiste, że heroina, czy kokaina to świństwa, ale nasze dzieciaki mając maryśkę za siostrę mogą - i pewnie będą - myśleć inaczej. A jak marysia pozostanie nielegalna w sensie prawnym (bo i tak wielu osobom to nie robi i palą ją sobie) to sznase na modę na mocne dragi są znikome.

A gdybyśmy nadal mieli prohibicję?


Sunday, June 13, 2004

Back from Rewal

Jestem, który jestem.
Jestem, KTÓRY jestem.
Dlaczego "który"?

Ileż istot może kryć się w człowieku, a zarazem go współtworzyć. Czy raczej to jeden człowiek wyraża się tysiącem postaci? Który to filozof uważał, że jest w nas wielu "ludzi", którzy splatają swe ścieżki w jedno? Pewnie Platon... 90% późniejszej filozofii to komentarz do Platona :P.

Ech... to w zasadzie NIE miał być pamiętnik, więc wewnętrzne boje będą musiały powędrować gdzieś indziej... może do tej nieszczęsnej szuflady? Albo innego bloga :D. BLAH, jeden wystarczy.
Komp to świat w świecie... przez niego zaniedbuję piękno papieru...
i jego nietrwałość.

Wednesday, June 09, 2004

The Cross Roads

Ostatnio przy drogach w oklocy pojawiło się kilka nowych krzyży. Zastanawiam się... Z jednej strony to symbole pamięci, o tych, którzy odeszli gwałtownie. Czy równocześnie mogą pełnić rolę przestrogi? Są to nieme, ale bardzo wiele znaczące symbole - czy mogą więc wpłynąć na kierowców bardziej niż znak drogowy? Są w końcu dowodem na to, że na drodze trzeba być naprawdę ostrożnym.

Tym, którzy odeszli - modlitwa, lub myśl dobra, co uznasz za lepsze. Niech zaznają Światła i Opieki Stwórcy :).

Sunday, June 06, 2004

Of Good And Evil

Rozważmy świat, gdzie nie istnieje zło. Ludzie są szczęśliwi, mają ciekawe pomysły i realizują je, odkryli swoją duchowość i zerwali więzi materii - fizyczna powłoka przestała być ograniczeniem, stali się jednym ze swym Stwórcą. Śmierć pozostała w sferze materii, wraz z innymi fizycznymi ograniczeniami. Czy w takim świecie jest potrzebne zło?
Przez długi czas sądziłem, że zło jest konieczne i istnieje, ponieważ jego istnienie ma cel. Byłem przekonany, że Stwórca dopuszcza obecność zła właśnie po to abyśmy my jako świadome byty mogli dostrzec zarówno dobro jak i zło i rozsądzić w swym sercu czego pragniemy. Wydawało mi się, że jest to warunek konieczny dla istnienia wolnej woli; że realizowana jest ona właśnie poprzez możność wyboru między jednym, a drugim (albo trochę tego, trochę tamtego)... cóż...
Pytanie brzmi - czy trzeba wiedzieć, że to co odczuwamy to dobro i szczęście? Czy może wystarczy istnieć w tym stanie? Czy trzeba wiedzieć, że sie oddycha, by oddychać?
Spotkałem się z ciekawym konceptem, który zmienił mój punkt widznenia. Załóżmy, że faktycznie człowiek powstał na podobieństwo Stwórcy. Ciężko by raczej sądzić, że idzie tu o fizyczną powłokę, pozostaje zatem sfera duchowa. Można by wtedy założyć, że w człowieku zawarty jest potencjał twórczy równy temu jakim dysponuje Stwórca. (implikacje i warunki takiego stanu to sam w sobie temat do kolejnych rozważań)Załóżmy więc, że *uświadomienie* sobie tego czym *może* być zło powołało je do istnienia. W sytuacji, w której każdy człowiek to autonomiczny byt obdarzony wolną wolą, w której to decyzje Stwórca ingerować sm z siebie nie będzie owo wyobrażone zło staje się faktem. Potem postrzegane przez ludzi tworzy pętle sprzeżenia zwrotnego - widzę, a więc to istnieje, ale z kolei moja wiara w to, że istnieje sprawia, że to widzę. W takim układzie to właśnie człowiek odpowiada za powstanie zła, a powód dla którego ono istnieje to nasza akceptacja tegoż właśnie stanu. Zresztą jeśliby przyjrzeć się nieszczęściom spotykającym ludzi to szybko okaże się, że zdecydowana większość z nich to efekt decyzji innego człowieka (mniej lub bardziej świadomej). Czy w takich warunkach ma sens obarczanie Stwórcy za ogarniające nas zło? On dał wolną wolę *każdemu* człowiekowi - i jeśli taki człowiek postanowi skrzywdzić drugiego, to On nie będzie ingerował, chyba że na prośbę człowieka właśnie.
Sprowadzając całość do przykładów - fakt, że np. w Afryce panuje wielki głód jest w dużo większej mierze spowodowany nie katastrofami naturalnymi, ale działaniem innych ludzi. Bawełna afrykańska (dla niektórych państw praktycznie jedyne źródło utrzymania) jest mniej konkurencyjna na rynkach śwaitowych wobec bawełny amerykańskiej, gdy w grę wchodzę spore rządowe subwencje obniżające cenę US cotton. A nawet obecne w Afryce susze w dużej mierze były spowodowane wylewami ropy w okolicach równika, co obniżyło parowanie wody na wielkich obszarach oceanu eliminując opady na kilka lat.
Wojny i krzywdy wojenne - to zawsze konsekwencje działania ludzi. Giną tysiące, czy nawet miliony, dla interesów tych kilku u władzy.
ITD
Wewnętrzne ludzkie bestialstwo, ta "ciemna" strona naszej duszy? Jest tam. Jest bowiem *wierzymy* w jej obecność, bo wierzą w nią inni, a my napotykamy na ślady tej wiary. Bo *wiemy*, że ten "mrok" naszej duszy *może* tam być. To kim jest człowiek i jaki kszałt przyjmuje jego wnętrze zależy od danego cżłowieka. owszem - podlegamy wpływom z zewnątrz. A jednak - rozwijając swoją świadomość - możemy *dostrzec* nasze wnętrze, zobaczyć co nas buduje i *świadomie* wybrać to, co chcemy, aby nas tworzyło. To jest właśnie potęga myśli, świadomości i wolnej woli. Możemy *wybrać* to kim i czym być chcemy. A wspiera nas - jeśli zechcemy to wsparcie przyjąć - największa siła stwórcza. :D

Rozpisałem się, nie ma co :p
Wracając na koniec do głównego wątku - czy świat, w którym świadomy umysł eliminuje "świadomość" zła jest taką niemożliwością? Czy nie tym był właśnie Eden? Dopóki pierwsi (mniej lub bardziej alegoryczni ;)) ludzie nie *uświadomili* sobie istoty zła - byli w raju. A właśnie *poznanie* czym jest zło sprawiło, iż poznali czym jest umieranie, trud, ból i cierpienie. I stały się one rzeczywiste, namacalne, odcinając tychże ludzi od prawdziwej ich natury...

Hmmmmm...
będę musiał to jeszcze porozważać :)

Saturday, June 05, 2004

food 4 thoughts

Mieszkam na blokowisku, miejscu, gdzie te wielkie, choć nietrwałe budowle stanowią prawie 90% zabudowy. W każdym takim bloku mieszka przynajmniej 1000 osób (z reguły ok.1500), co w mojej okolicy daje grubo ponad 15000. Wszyscy chodzimy tymi samymi ulicami, a mimo to spotkanie tej samej osoby drugi raz na ulicy tego samego dnia, ba! jeszcze raz w tym samym tygodniu jest praktycznie niemożliwe - chyba, że jest to pani ekspedientka, albo sąsiad z tego samego bloku.
Co więcej - codziennie korzystam ze środków publicznego transportu i to z reguły w tych samych godzinach - a jednak za każdym razem codziennie podróżuję z innymi ludźmi, choć przecież jakieś twarze powinny się powtarzać, choćby przez wzgląd na tych, którzy zmierzają do pracy. Zdarza się to jednak bardzo rzadko.
Taka sytuacja (i zagęszczenie) niesie za sobą dość interesujące implikacje społeczne...
Inna ciekawa rzecz - żyjemy w społeczeństwie masowej produkcji, liczba sklepów w danym rejonie jest dość ograniczona, nawet jesli jest to duże miasto, tak więc zdecydowana większość z nas zaopatruje się w te same artykuły (choć różnych rozmiarów :P), wśród których też jest pewne organiczenie różnorodności. Wydawałoby się, że można oczekiwać spotykania ludzi ubranych w podobne elementy odzieży dość często. Wystarczy jednak przejść się po kilku dzielnicach by zauważyć, że każdy ubrany jest inaczej. Wielce ciężko jest natknąć się w ciągu tego samego dnia, czy nawet tygodnia, na osoby ubrane w choćby jeden, taki sam ciuch.
Takie jest już chyba życie w mieście... czy życie ludzkie w ogóle. Prawdopodobieństwo i statystyka mają jak widać poczucie humoru :D.

Friday, June 04, 2004

In darkness i walk

Ewolucja molekularna szaleje mi w głowie... czy raczej powinna szaleć, a na razie leży obok ;).
Odnoszę nieodparte wrażenie, że ta część moich myśli, która narodziła się w tyglu chaosu pośród cieni niezmiernie radośnie "przyjęła" wiadomość o założeniu bloga.
Diagnoza? Należy spodziewać się serii chorych post'ów w niedalekiej przyszłości. Cóż... dziwne myśli też muszą się gdzieś rozładować :P.

Thursday, June 03, 2004

Big BTW

I've just done some thinking... . Well, it might be just so that you've stumbled upon this little shelter for thoughts of mine and noticed that it's written in a language you're unfamiliar with. Don't be discouraged, English is like a second mother tounge to me (YES, it means i make just as many mistakes in it), so some of the posts here will be in this beauty of a language :). A manifesto i'm working on is bound to end up here and it most certainly will be in both tongues. I don't really think that many will come across this here blog, unless those i'll give the address to will spread the word... who knows. But the net is big and there are many souls wandering its electronical pathways :).
Feel welcome here traveler. I shelter any thought, except those of hatred. So if you do come in, leave a thought of yours in return. Thank YOU. :)

Getting Started

Najsampierw to od czego zaczyna chyba każdy blogujący :). I wcale nie będzie to użalanie się na świat. Przynajamniej - jeszcze nie. Będzie to odpowiedź na pytanie - Dlaczego? Gdzieś trzeba upchnąć postrzępione myśli - głowa mogłaby być idealnym miejscem, gdyby nie to, że jest odrobinę za ciasna, a pamięć zbyt zawodna ;) (w moim konkretnym przypadku powinienem raczej mówić o nie-pamięci, która jest u mnie niezawodna). Próbowałem prowadzić pamiętnik... czy może raczej dziennik, ale zarówno w formie zeszytowej, czy komputerowej było to coś do czego nie miałem cirpliwości. Miałem za to braki w dyscyplinowaniu siebie, więc karty leżały odłogiem, niezapisane i zapomniane. Zresztą dość kłopotliwe jest to, że myśli biegną szybciej niż ręka mknie po papierze i kiedy jestem w połowie jakiegoś wątku, myślami kształtuję już nowy... Idealnym rozwiązaniem okazał się dyktafon - zapis na bieżąco, potem zrzucanie na dysk plików dźwiękowych.
Przyłapałem się na myśli, że to jednak jest jak "pisanie do szuflady". Może i są to reflexje, do których powrócę kiedyś tam... a może i nie. Będą leżeć niewykorzystane i opuszczone... :(
Sieć jest ogromnym "miejscem". Wędrują nią miliony ludzi, którzy porzucają swoje ciała, wyglądy, swoją fizyczność. W sieci liczą się Twoje myśli - bo to one warunkują to co wstukasz na swojej kalawiaturze. Twoje opinie, światopogląd, Twoje obnażone JA - to to co wędruje poprzez sieć. Nie twierdzę, że nie ma tu masek, skrywania się, anonimowości. Są. Ale dużo ciężej tu o wyrobienie sobie o kimś opinii na podstawie tylko czyjegoś wyglądu :D. Tutaj świadczą o Tobie Twoje czyny.
Wierzę we współdzielenie informacji. Może to jakaś pozostałość z czasów Hacker's Manifesto i wielkiego, choć chyba już zapomnianego hasła Hack the palnet. Im więcej kopii czegoś, tym większa szansa, że to coś przetrwa i nie ulegnie zapomnieniu/utraceniu. Im więcej osób coś posiada, tym większa szansa, że trafi to do właściwej jednostki, która akurat tego potrzebuje. Dlatego też nie chcę zamykać swoich myśli w szufladzie. Wolę, żeby były w miejscu, do którego dotrą jakieś osoby i - jeśli będą warte zabrania ze sobą - wyniosą stąd jakieś przemyślenie, reflexję, czy pomysł. I podzielą się nimi. Wykorzystają je. Albo dzieki nim przemyślą jakąś sprawę. W każdym razie zawarte tu myśli nabiorą mocy sprawczej - choćby minimalnej. I jeśli przydadzą się choćby tylko jednej osobie, to i tak będzie to więcej niż, gdyby zalegały na jakiejś płcyie CD, u mnie na półce.
A TERAZ ZROBIĘ JAK CZYNIĄ GOBLINY I ZOBACZĘ CO ROBI TEN PRZYCISK NA DOLE... MOŻE COŚ WYBUCHNIE? :DD