Thursday, February 03, 2005

... the many ways ...

Pamietam bardzo dobrze dzien i moment, kiedy pierwszy raz zapytalem sie Wiedzacego - "czym jest magia?" Pamietam tez Jego odpowiedz - enigmatyczne stwierdzenie mowiace tyle co nic temu, ktory jeszcze nie pojal i wszystko, temu ktory juz dostrzegl. Bo jak zrozumiec to, ze magia jest we wszystkim i ze pewnego dnia pojmie sie to calkiem jasno?

Pamietam tez dzien, kiedy zrozumialem czym jest magia. Dla mnie bylo to uczucie z rodzaju tych, gdy nagle wszystkie kawalki rozrzucone na stole ukladaja sie w jeden wzor... ot tak, zupelnie nieoczekiwanie. Pozniej juz wczytywalem sie w rozne slowa ludzi, ktorych madrosci byc moze nigdy nie bedzie mi dane pojac i poznac chocby w najdrobniejszej czesci.... i stalo sie dla mnie jasne kilka rzeczy.... mysle, ze calkiem waznych... moze nawet podstawowych...

Przede wszystkim pojalem, ze rozgraniczenie na magie, religie i inne formy mistycyzmu ma racje bytu li tylko na planie materialnym - poza nim, te roznice zacieraja sie - bowiem na ten sam szczyt wiesc moga rozne drogi; kazdemu zas jego wlasna jest przeznaczona. W glebi serca wiesz/czujesz kiedy idziesz sciezka Tobie pasujaca - schodzac z niej i bladzac po bezdrozach sciga Cie niepokoj? ... niepewnosc?... Wewnetrzny kompas prowadzi kazdego z nas.... czasem jednak wielu trzeba lat by poczuc, ze on w ogole istnieje, wiecej zas, by pojsc za jego glosem...

Pozniej zas uswiadomilem sobie dlaczego nawet majac przed oczyma jasno i wyraznie powiezdziane czym jest "magia" nie pojalem tego... Czy moze slepiec pojac czym sa kolory i jaka jest ich natura? Nawet najlepszy opis bedzie dlan niezrozumialy....
Kiedy myslisz - to juz jest magia. Kiedy czynisz - to tez juz jest magia. By to ogarnac i "poczuc" musialem .... zrozumiec czym jest intencja, jaka energia kryje sie w mysli, jaka jest natura czlowieka, jakie sily sprawcze w nim drzemia, jaki jest swiat i wola, ktora go powolala... czy to zrozumialem w pelni? ...heh... nawet nie w jednym promilu ;P

Ostatecznie zas pojalem, ze jestem dopiero na poczatku dlugiej drogi... ale tez, ze mam duzo czasu by nia kroczyc ....

jest jeszcze tak wiele innych mysli... wrrr... :D


... compromise ...

Ciekawy jest ten swiat i tak rzadko "zdroworozsadkowy" ;P

Np. - Wbrew pozorom wspolne projekty najczesciej okazuja sie suma bledow wszystkich bioracych udzial przy ich powstaniu, nie zas suma pozytywow.

Zaczynam sie zstanawiac, czy nie lepsze sa projekty jednostek, z ewentualnymi poprawkami zglaszanymi z zewnatrz - i nanoszonymi wedle woli takiej jednostki... i niech czyny swiadcza w miejsce slow - Ci, ktorzy wskaza zla droge utraca posluch...
Ale czy nie trzeba do tego zarowno swiadomej jednostki, ktora doceni wartosc slusznych sugestii i nie uniesie sie duma, jak i swiadomosci posrod tych, ktorym dane bedzie oceniac i podazac wskazana sciezka?
Czy nie trzeba poczucia odpowiedzialnosci za swoj czyn, nie wpatrywania sie w swoj zysk, a takze spojrzenie na cel dobry dla reszty? ... jakze latwo o wypaczenie naszych sciezek, gdy Sprawiedliwych juz nie widac i ich obecnosci nie czuc... Wszak sa jeszcze, krocza posrod nas... Co za wspanialy teatr cieni... ;P

Odnosze coraz czesciej juz wrazenie, ze kompromis poprzedza marnujaca czas debata miedzy stronami - czas, kiedy brak rozwiazan daje sie we znaki wszystkim zainteresowanym - a gdy juz zostanie osiagniety, z racji swej natury nie przynosi znaczacych korzysci nikomu, wbrew oczekiwaniom nikogo tez nie zadowala w pelni...
Nie chcialbym z drugiej strony propagowac pochopnosci, czy akceptowania byle glupoty dla zaoszczedzenia czasu i "zbedej" klotni ...
Ale to znow prowadzi na droge kompromisu... Bledne kolo?
Czyzby zatem wszystko sprowadzalo sie do swiadomosci ludzkiej? Moze nie wazne jest rozwiazanie, a poziom na jakim znajduja sie w owym rozwiazaniu bioracy ludzie? W koncu najwazniejsze jest dla danej sprawy wybranie najlepszej opcja...
ech, jakie to proste... chyba powinenem sie zasmiac jak szaleniec, ale jest za pozno i mi sie nie chce ;P

Wszystko zdaje sie zaczynac i w czleczynie konczyc. Wydaje sie byc w tym do gleby podobny; gdy zyzna korzen z niej czerpie sile i roslina dobry owoc rodzi, gdy uboga i jalowa tylko chwasty rodzi.
Brzmi troche jak slowa nawiedzonego, czyz nie? ;) To moze inaczej - poszukiwanie duchowego aspektu istnienia wydaje sie byc niezbedne dla osiagniecia pelni tegoz istnienia i pelni swiadomego pojmowania siebie jako bytu i swiata wokol nas - a wraz z tym podazanie przez zycie sciezka, ktora niektorzy nazwaliby sluszna, inni prawa, a jeszcze inni dobra... Osoba rozwijajaca sie na wszystkich poziomach swego istnienia wydaje sie z kazdym odkrytym i poznanym fragmentem siebie "pelniejsza" i umacniajaca harmonie w swym wnetrzu, a wraz z nia budujaca harmonie wokol siebie - nierzadko pospolu z innymi.

Dobrej nocy :)

ps. zawieruszyl... nie.... nie tak....err... zawierusil mi sie komputr ;P

maili nie moge poki co slac.... (totalnie sie wykrzacza). Wykrzacza sie tez i bez wysylania maili, a przy logowaniach na kazde udane przypada jedno, kiedy glupieje.... Do tego przyrost spy/add ware'u w ilosciach ogromnych i niemoznosc odchwaszczenia, bo (a to niespodzianka) tez sie krzaczy... TRAGEDIA.
Pozostaje mlotek, albo format ... Zegnajcie moje dane ukochane, przez wirusy pozerane :(
CHLIP!






Wednesday, February 02, 2005

... just a thought ....

Patrzac przez soczewke pozadania kobiety jawia sie jak gwiazdy - zarazem sobie podobne, jak i rozne od siebie - wszystkie jednak powabne, kuszaco migaczace na niebosklonie....
Gdy juz pasje i namietnosci wiekszymi sie stana - ta jedna jasniec bedzie niczym ksiezyc i jak on na pierwszym bedzie planie, lecz wokol inne gwiazdy mrugac beda czasem... tako bywa z pozadaniem jeno...
Kiedy jednak milosnym spojrzec okiem - ta jedna staje sie swiatlem, ktore rozjasnia cale sklepienie nad nami - tak, ze swiatlo innych znika i ona jedna cieszy nasze oczy i jej to cieplem otoczeni rosniemy bogaci w zycie....

Takoz bym widzial miedzy seksem i miloscia roznice i wszelkimi stanami, co z owych wynikaja, lecz nazw im nasza ulomna przeciez wciaz mowa nie nadala odpowiednich. howgh

Lecz, czy slusznie prawie, czy li tylko zdaje mi sie...? :>