To chyba Platon powiedział kiedyś, że jest w nas wielu ludzi, takie małe postaci, każda mówiąca inaczej, razem składające się na tę jedną, której ciało widać.
Czasem czuję się jak taka mozaika, raz zestrojony z Siłami, innym razem czuję Żywioły jak tętnią we mnie/wokół mnie. Innym razem Instynkt, jeszcze kiedy indziej Materia, czasem Ciało, albo Duch, Wizje, lub Szczelina, Krawędź, albo Kryształy, raz silny myślą, innym razem słaby myślą. Może gdzieś w tym wszystkim jest jakiś środek ciężkości, punkt, w którym karuzela przeskakiwania z jednego siebie do innego siebie w tym większym ja zamienia się w ogarnięcie siebie i zrównoważenie tych wszystkich sił, które drzemią w duszy i ciele.
I z jednej strony utrudnia to fakt Zmiennokształtności, kiedy już świadomie poznajesz, że możesz być kim tylko chcesz, czym tylko chcesz, że nie ma takich emocji, odczuć, czy stanów, których nie możesz wywołać, czy wyciszyć. Wtedy stoisz nie przed kilkoma aspektami siebie, ale przed nieskończoną liczbą wariantów, w której można zatonąć tracąc oddech i resztki zdrowego umysłu. Z drugiej strony, to właśnie wtedy wyczulasz się na swój Wewnętrzny Kompas najbardziej, wtedy właśnie wyczuwasz, choćby niejasno i niewyraźnie, wyostrzając tę percepcję z każdym kolejnym rokiem i każdym ćwiczeniem, wyczuwasz KIM i CZYM, a czasem - DLACZEGO.
Bo dlaczego jest bardzo ważne.
Monday, November 24, 2008
Sunday, November 23, 2008
...Inspite of Everything....
Czasem czuję się jak skrzydlata bestia ciśnięta w przepaść, rozpaczliwie machająca skrzydłami, by odzyskać równowagę i wyrównać lot. Mimo tych wysiłków uczucie bezładnego spadania przez czas i przestrzeń trwa, póki nie nadejdzie jeden z tych momentów, gdy z mniejszym, bądź większym hukiem uderzam o dno i wybijam się ku górze.
Niestety, między jednym wybiciem, a drugim odstępy stawały się dłuższe i dłuższe, aż nadszedł dzień kiedy uczucie spadania stało się jedynym, a dno już nie pojawiło się więcej i upadek zaczął przypominać lot kowadła przez Tartar.
Tak mogą mijać dni, miesiące, lata - pęd powietrza wysysa oddech z płuc, zaciera poczucie upływającego czasu. W nielicznych chwilach starcza sił by uderzyć mocniej skrzydłami i na moment wyrównać lot, wtedy pojawiam się znów w tym świecie, wyraźniejszy, ale zaraz potem opadam, a kontury i obecność w naszym padole rozmazują się i zatracam się.
Aż wreszcie wyciągam lekcję, naukę, kolejną już, jak czerpać siłę ze słabości, jak przekuć każdą ranę na ostrze. Oplatam ciasno skrzydła wokół korpusu i już nie walczę z grawitacją, ale nadaję kierunek sobie samemu, nabieram prędkości i jeśli mam uderzyć o dno tej otchłani, to z hukiem, który zawali ściany, a gromadzonej przez lata determinacji starczy mi by przebić się przez skałę na drugą stronę, czegokolwiek, co kryje się tam w dole.
Ostatecznie nauka stara jak świat, zdobywana kolejno przez wielu nauczycieli, którzy byli, są i będą, nauka, która na wyciągnięcie ręki jest przy nas, a mimo to niezauważamy jej. Zaakceptuj kim jesteś, przyjmij, że doświadczasz tego, co doświadczasz - nie z rezygnacją, ale z wolą zmiany. Bowiem zmiana nigdy nie nadejdzie, póki nie pogodzisz się z tym, że MASZ co zmieniać, nie przyjmiesz własnych słabości i cierpienia jakie daje nam życie i dopiero wtedy masz WYBÓR. Walka z żywiołem jedynie rozszarpuje człowieka, przyjęcie świata i siebie takimi jakimi jesteśmy otwiera drzwi zmianie.
Więc lecę. Ku górze. Bo już mogę.
Niestety, między jednym wybiciem, a drugim odstępy stawały się dłuższe i dłuższe, aż nadszedł dzień kiedy uczucie spadania stało się jedynym, a dno już nie pojawiło się więcej i upadek zaczął przypominać lot kowadła przez Tartar.
Tak mogą mijać dni, miesiące, lata - pęd powietrza wysysa oddech z płuc, zaciera poczucie upływającego czasu. W nielicznych chwilach starcza sił by uderzyć mocniej skrzydłami i na moment wyrównać lot, wtedy pojawiam się znów w tym świecie, wyraźniejszy, ale zaraz potem opadam, a kontury i obecność w naszym padole rozmazują się i zatracam się.
Aż wreszcie wyciągam lekcję, naukę, kolejną już, jak czerpać siłę ze słabości, jak przekuć każdą ranę na ostrze. Oplatam ciasno skrzydła wokół korpusu i już nie walczę z grawitacją, ale nadaję kierunek sobie samemu, nabieram prędkości i jeśli mam uderzyć o dno tej otchłani, to z hukiem, który zawali ściany, a gromadzonej przez lata determinacji starczy mi by przebić się przez skałę na drugą stronę, czegokolwiek, co kryje się tam w dole.
Ostatecznie nauka stara jak świat, zdobywana kolejno przez wielu nauczycieli, którzy byli, są i będą, nauka, która na wyciągnięcie ręki jest przy nas, a mimo to niezauważamy jej. Zaakceptuj kim jesteś, przyjmij, że doświadczasz tego, co doświadczasz - nie z rezygnacją, ale z wolą zmiany. Bowiem zmiana nigdy nie nadejdzie, póki nie pogodzisz się z tym, że MASZ co zmieniać, nie przyjmiesz własnych słabości i cierpienia jakie daje nam życie i dopiero wtedy masz WYBÓR. Walka z żywiołem jedynie rozszarpuje człowieka, przyjęcie świata i siebie takimi jakimi jesteśmy otwiera drzwi zmianie.
Więc lecę. Ku górze. Bo już mogę.
Friday, November 21, 2008
Subscribe to:
Posts (Atom)

