Thursday, July 18, 2013

Dobry dzień

Najpierw smartphone wykonał próbę samobójczą (kolejną, ale o ileż bardziej udaną) i tym razem entropia rzuciła więcej niż ja. Jednak gorilla glass to potęga, popękana też działa, przeżyjemy. Dalej w robocie szaleństwo, sieć całego sklepu padła. Najwyraźniej nasi spece od IT mają specjalizację w nekromancji niskiego poziomu, zamiast kapłańskich wskrzeszeń ożywili zombie (czyt. +1 do 15 min do każdej operacji), dane z dnia poprzedniego zgubiły się gdzieś między serwerami, bazy danych na kasach szlag trafił. Ślę zgłoszenia, jedną ręką ogarniam jedno stanowisko (bo dziś kasa moja), drugą drugie stanowisko (bo dział też), trzecią ręką ogarniam awarie na sklepie i ślę zgłoszenia (bo kto?), czwartą ręką łapię i wykonuję zadania specjalne rzucane zręcznie z różnych kierunków dyrektorsko-centralno-salonowo-klienckich. No i pięknie, kolejny dzień kiedy nie zrobię tego z czym przyszedłem w planach (pies brał cele i zadania), ale ogarniam - jest dobrze. W nagrodę upomnienie, bo ustnie się nie da załatwić, bo po co - szef każe, to tak ma być. Dla dopełnienia zatrzaskuję w mieszkaniu klucze i telefon, a siebie z czworonogiem na zewnątrz. Miła ma hen hen i szybko nie wróci. Po 4h wędrówki, prawie nieskutecznym zdobyciu zapasowych kluczy (tu karma już się odwraca, koło zaczyna się obracać) - jestem w domu. Jest git, dobry dzień. Pomyśleć, że kiedyś bym to wszystko bardziej przeżył. A i spotkanie ze Skrzatem dziś, takie z przypadku; też miła rzecz :)

A long long time ago

Because every story has to have a beginning. A good one preferably. Well, this one already has a beginning. Lots and lot of them :P But who am I to fight it. On with the show!