The greatest victory our enemies achieve over us is making us become as they are.
It is then of utter most importance we remember why we engage in conflict, what purpose it serves.
Thus when we reach for the methodes from the darker side of our abilities we must always keep in mind the reasons we usem them for - wheather it's vengance or a means to end a conflict that cannot be ended in any other way. And never ever must we forget that though we become as dreadful as what we fight with we wish to serve a noble cause - peace, love, family, friendship. We join the beasts not to be one with them, but to eliminate them so that we can finally achieve our goal - a peaceful life.
A life where all the means we have can be used to serve others so that we would never have to become what we had to become. A life where our sacrifice of blood, honour, life, morality and sanity serves others and not us - its purpose being the wellfare of people - our kin and the kin of those we stood up to.
We must remember that when we fight we do so not to win or destroy our enemy - we fight to have a chance to do everything in our power so that we would never have to fight again.
Should one ever loose the noble purpose one fights for one becomes no better than what one fights againts.
And the nobility of one's purpose is defined by his heart, moral jugement... By the delicate vibrations the words justice, good, nobility evoke within one's heart. Once those feelings of wormth decay they leave one in darkness from which only few where ever able to return.
No death is good. Not even that of noble cause. Not even if it's neccessary. But some deaths are inevitable. Some need to be handed out so as to avoid others. But as long as possible - death should be avoided.
-----------------
Sorry if this sound like teachings (probably the teachings of a madman ;p), but i'm just trying to put my thoughts together and look at them from a "written perspective".
Well... noone should take them as they are - those are not dogmas, just the ideas of one guy.
If anything - they should be thought over... not believed in ;)
Saturday, July 23, 2005
Thursday, April 14, 2005
...
At some point of my life i've noticed that i'm no longer a man... and up to now i'm not really sure i ever was - but that is a different story. A short study quickly revealed i'm not a woman as well ;P - leaving me a bit puzzled, but only for a while... For after some time i've realized i've become a human.
Ever since then the first thing i focus on about a person *is* the human. And only afterwards i notice sex, age, job, etc,etc... Suprisingly (?) it'd seem many value being seen in such a way.... and yet feel a discomfort, a strange feeling of oddity, when someone notices them as who they are and doesn't treat them as a walking set of stereotypes ;).
Funny little world we're living in... so funny that it makes us cry....
Anyway - it's only a question of conciousness of one's (and consequently - other people's) self wheather you'll choose to be (and thus notice such entity within others) a combination of "whats and whos" to define yourself or that and much, much more - a human.
Ever since then the first thing i focus on about a person *is* the human. And only afterwards i notice sex, age, job, etc,etc... Suprisingly (?) it'd seem many value being seen in such a way.... and yet feel a discomfort, a strange feeling of oddity, when someone notices them as who they are and doesn't treat them as a walking set of stereotypes ;).
Funny little world we're living in... so funny that it makes us cry....
Anyway - it's only a question of conciousness of one's (and consequently - other people's) self wheather you'll choose to be (and thus notice such entity within others) a combination of "whats and whos" to define yourself or that and much, much more - a human.
Thursday, February 03, 2005
... the many ways ...
Pamietam bardzo dobrze dzien i moment, kiedy pierwszy raz zapytalem sie Wiedzacego - "czym jest magia?" Pamietam tez Jego odpowiedz - enigmatyczne stwierdzenie mowiace tyle co nic temu, ktory jeszcze nie pojal i wszystko, temu ktory juz dostrzegl. Bo jak zrozumiec to, ze magia jest we wszystkim i ze pewnego dnia pojmie sie to calkiem jasno?
Pamietam tez dzien, kiedy zrozumialem czym jest magia. Dla mnie bylo to uczucie z rodzaju tych, gdy nagle wszystkie kawalki rozrzucone na stole ukladaja sie w jeden wzor... ot tak, zupelnie nieoczekiwanie. Pozniej juz wczytywalem sie w rozne slowa ludzi, ktorych madrosci byc moze nigdy nie bedzie mi dane pojac i poznac chocby w najdrobniejszej czesci.... i stalo sie dla mnie jasne kilka rzeczy.... mysle, ze calkiem waznych... moze nawet podstawowych...
Przede wszystkim pojalem, ze rozgraniczenie na magie, religie i inne formy mistycyzmu ma racje bytu li tylko na planie materialnym - poza nim, te roznice zacieraja sie - bowiem na ten sam szczyt wiesc moga rozne drogi; kazdemu zas jego wlasna jest przeznaczona. W glebi serca wiesz/czujesz kiedy idziesz sciezka Tobie pasujaca - schodzac z niej i bladzac po bezdrozach sciga Cie niepokoj? ... niepewnosc?... Wewnetrzny kompas prowadzi kazdego z nas.... czasem jednak wielu trzeba lat by poczuc, ze on w ogole istnieje, wiecej zas, by pojsc za jego glosem...
Pozniej zas uswiadomilem sobie dlaczego nawet majac przed oczyma jasno i wyraznie powiezdziane czym jest "magia" nie pojalem tego... Czy moze slepiec pojac czym sa kolory i jaka jest ich natura? Nawet najlepszy opis bedzie dlan niezrozumialy....
Kiedy myslisz - to juz jest magia. Kiedy czynisz - to tez juz jest magia. By to ogarnac i "poczuc" musialem .... zrozumiec czym jest intencja, jaka energia kryje sie w mysli, jaka jest natura czlowieka, jakie sily sprawcze w nim drzemia, jaki jest swiat i wola, ktora go powolala... czy to zrozumialem w pelni? ...heh... nawet nie w jednym promilu ;P
Ostatecznie zas pojalem, ze jestem dopiero na poczatku dlugiej drogi... ale tez, ze mam duzo czasu by nia kroczyc ....
jest jeszcze tak wiele innych mysli... wrrr... :D
Pamietam tez dzien, kiedy zrozumialem czym jest magia. Dla mnie bylo to uczucie z rodzaju tych, gdy nagle wszystkie kawalki rozrzucone na stole ukladaja sie w jeden wzor... ot tak, zupelnie nieoczekiwanie. Pozniej juz wczytywalem sie w rozne slowa ludzi, ktorych madrosci byc moze nigdy nie bedzie mi dane pojac i poznac chocby w najdrobniejszej czesci.... i stalo sie dla mnie jasne kilka rzeczy.... mysle, ze calkiem waznych... moze nawet podstawowych...
Przede wszystkim pojalem, ze rozgraniczenie na magie, religie i inne formy mistycyzmu ma racje bytu li tylko na planie materialnym - poza nim, te roznice zacieraja sie - bowiem na ten sam szczyt wiesc moga rozne drogi; kazdemu zas jego wlasna jest przeznaczona. W glebi serca wiesz/czujesz kiedy idziesz sciezka Tobie pasujaca - schodzac z niej i bladzac po bezdrozach sciga Cie niepokoj? ... niepewnosc?... Wewnetrzny kompas prowadzi kazdego z nas.... czasem jednak wielu trzeba lat by poczuc, ze on w ogole istnieje, wiecej zas, by pojsc za jego glosem...
Pozniej zas uswiadomilem sobie dlaczego nawet majac przed oczyma jasno i wyraznie powiezdziane czym jest "magia" nie pojalem tego... Czy moze slepiec pojac czym sa kolory i jaka jest ich natura? Nawet najlepszy opis bedzie dlan niezrozumialy....
Kiedy myslisz - to juz jest magia. Kiedy czynisz - to tez juz jest magia. By to ogarnac i "poczuc" musialem .... zrozumiec czym jest intencja, jaka energia kryje sie w mysli, jaka jest natura czlowieka, jakie sily sprawcze w nim drzemia, jaki jest swiat i wola, ktora go powolala... czy to zrozumialem w pelni? ...heh... nawet nie w jednym promilu ;P
Ostatecznie zas pojalem, ze jestem dopiero na poczatku dlugiej drogi... ale tez, ze mam duzo czasu by nia kroczyc ....
jest jeszcze tak wiele innych mysli... wrrr... :D
... compromise ...
Ciekawy jest ten swiat i tak rzadko "zdroworozsadkowy" ;P
Np. - Wbrew pozorom wspolne projekty najczesciej okazuja sie suma bledow wszystkich bioracych udzial przy ich powstaniu, nie zas suma pozytywow.
Zaczynam sie zstanawiac, czy nie lepsze sa projekty jednostek, z ewentualnymi poprawkami zglaszanymi z zewnatrz - i nanoszonymi wedle woli takiej jednostki... i niech czyny swiadcza w miejsce slow - Ci, ktorzy wskaza zla droge utraca posluch...
Ale czy nie trzeba do tego zarowno swiadomej jednostki, ktora doceni wartosc slusznych sugestii i nie uniesie sie duma, jak i swiadomosci posrod tych, ktorym dane bedzie oceniac i podazac wskazana sciezka?
Czy nie trzeba poczucia odpowiedzialnosci za swoj czyn, nie wpatrywania sie w swoj zysk, a takze spojrzenie na cel dobry dla reszty? ... jakze latwo o wypaczenie naszych sciezek, gdy Sprawiedliwych juz nie widac i ich obecnosci nie czuc... Wszak sa jeszcze, krocza posrod nas... Co za wspanialy teatr cieni... ;P
Odnosze coraz czesciej juz wrazenie, ze kompromis poprzedza marnujaca czas debata miedzy stronami - czas, kiedy brak rozwiazan daje sie we znaki wszystkim zainteresowanym - a gdy juz zostanie osiagniety, z racji swej natury nie przynosi znaczacych korzysci nikomu, wbrew oczekiwaniom nikogo tez nie zadowala w pelni...
Nie chcialbym z drugiej strony propagowac pochopnosci, czy akceptowania byle glupoty dla zaoszczedzenia czasu i "zbedej" klotni ...
Ale to znow prowadzi na droge kompromisu... Bledne kolo?
Czyzby zatem wszystko sprowadzalo sie do swiadomosci ludzkiej? Moze nie wazne jest rozwiazanie, a poziom na jakim znajduja sie w owym rozwiazaniu bioracy ludzie? W koncu najwazniejsze jest dla danej sprawy wybranie najlepszej opcja...
ech, jakie to proste... chyba powinenem sie zasmiac jak szaleniec, ale jest za pozno i mi sie nie chce ;P
Wszystko zdaje sie zaczynac i w czleczynie konczyc. Wydaje sie byc w tym do gleby podobny; gdy zyzna korzen z niej czerpie sile i roslina dobry owoc rodzi, gdy uboga i jalowa tylko chwasty rodzi.
Brzmi troche jak slowa nawiedzonego, czyz nie? ;) To moze inaczej - poszukiwanie duchowego aspektu istnienia wydaje sie byc niezbedne dla osiagniecia pelni tegoz istnienia i pelni swiadomego pojmowania siebie jako bytu i swiata wokol nas - a wraz z tym podazanie przez zycie sciezka, ktora niektorzy nazwaliby sluszna, inni prawa, a jeszcze inni dobra... Osoba rozwijajaca sie na wszystkich poziomach swego istnienia wydaje sie z kazdym odkrytym i poznanym fragmentem siebie "pelniejsza" i umacniajaca harmonie w swym wnetrzu, a wraz z nia budujaca harmonie wokol siebie - nierzadko pospolu z innymi.
Dobrej nocy :)
ps. zawieruszyl... nie.... nie tak....err... zawierusil mi sie komputr ;P
maili nie moge poki co slac.... (totalnie sie wykrzacza). Wykrzacza sie tez i bez wysylania maili, a przy logowaniach na kazde udane przypada jedno, kiedy glupieje.... Do tego przyrost spy/add ware'u w ilosciach ogromnych i niemoznosc odchwaszczenia, bo (a to niespodzianka) tez sie krzaczy... TRAGEDIA.
Pozostaje mlotek, albo format ... Zegnajcie moje dane ukochane, przez wirusy pozerane :(
CHLIP!
Np. - Wbrew pozorom wspolne projekty najczesciej okazuja sie suma bledow wszystkich bioracych udzial przy ich powstaniu, nie zas suma pozytywow.
Zaczynam sie zstanawiac, czy nie lepsze sa projekty jednostek, z ewentualnymi poprawkami zglaszanymi z zewnatrz - i nanoszonymi wedle woli takiej jednostki... i niech czyny swiadcza w miejsce slow - Ci, ktorzy wskaza zla droge utraca posluch...
Ale czy nie trzeba do tego zarowno swiadomej jednostki, ktora doceni wartosc slusznych sugestii i nie uniesie sie duma, jak i swiadomosci posrod tych, ktorym dane bedzie oceniac i podazac wskazana sciezka?
Czy nie trzeba poczucia odpowiedzialnosci za swoj czyn, nie wpatrywania sie w swoj zysk, a takze spojrzenie na cel dobry dla reszty? ... jakze latwo o wypaczenie naszych sciezek, gdy Sprawiedliwych juz nie widac i ich obecnosci nie czuc... Wszak sa jeszcze, krocza posrod nas... Co za wspanialy teatr cieni... ;P
Odnosze coraz czesciej juz wrazenie, ze kompromis poprzedza marnujaca czas debata miedzy stronami - czas, kiedy brak rozwiazan daje sie we znaki wszystkim zainteresowanym - a gdy juz zostanie osiagniety, z racji swej natury nie przynosi znaczacych korzysci nikomu, wbrew oczekiwaniom nikogo tez nie zadowala w pelni...
Nie chcialbym z drugiej strony propagowac pochopnosci, czy akceptowania byle glupoty dla zaoszczedzenia czasu i "zbedej" klotni ...
Ale to znow prowadzi na droge kompromisu... Bledne kolo?
Czyzby zatem wszystko sprowadzalo sie do swiadomosci ludzkiej? Moze nie wazne jest rozwiazanie, a poziom na jakim znajduja sie w owym rozwiazaniu bioracy ludzie? W koncu najwazniejsze jest dla danej sprawy wybranie najlepszej opcja...
ech, jakie to proste... chyba powinenem sie zasmiac jak szaleniec, ale jest za pozno i mi sie nie chce ;P
Wszystko zdaje sie zaczynac i w czleczynie konczyc. Wydaje sie byc w tym do gleby podobny; gdy zyzna korzen z niej czerpie sile i roslina dobry owoc rodzi, gdy uboga i jalowa tylko chwasty rodzi.
Brzmi troche jak slowa nawiedzonego, czyz nie? ;) To moze inaczej - poszukiwanie duchowego aspektu istnienia wydaje sie byc niezbedne dla osiagniecia pelni tegoz istnienia i pelni swiadomego pojmowania siebie jako bytu i swiata wokol nas - a wraz z tym podazanie przez zycie sciezka, ktora niektorzy nazwaliby sluszna, inni prawa, a jeszcze inni dobra... Osoba rozwijajaca sie na wszystkich poziomach swego istnienia wydaje sie z kazdym odkrytym i poznanym fragmentem siebie "pelniejsza" i umacniajaca harmonie w swym wnetrzu, a wraz z nia budujaca harmonie wokol siebie - nierzadko pospolu z innymi.
Dobrej nocy :)
ps. zawieruszyl... nie.... nie tak....err... zawierusil mi sie komputr ;P
maili nie moge poki co slac.... (totalnie sie wykrzacza). Wykrzacza sie tez i bez wysylania maili, a przy logowaniach na kazde udane przypada jedno, kiedy glupieje.... Do tego przyrost spy/add ware'u w ilosciach ogromnych i niemoznosc odchwaszczenia, bo (a to niespodzianka) tez sie krzaczy... TRAGEDIA.
Pozostaje mlotek, albo format ... Zegnajcie moje dane ukochane, przez wirusy pozerane :(
CHLIP!
Wednesday, February 02, 2005
... just a thought ....
Patrzac przez soczewke pozadania kobiety jawia sie jak gwiazdy - zarazem sobie podobne, jak i rozne od siebie - wszystkie jednak powabne, kuszaco migaczace na niebosklonie....
Gdy juz pasje i namietnosci wiekszymi sie stana - ta jedna jasniec bedzie niczym ksiezyc i jak on na pierwszym bedzie planie, lecz wokol inne gwiazdy mrugac beda czasem... tako bywa z pozadaniem jeno...
Kiedy jednak milosnym spojrzec okiem - ta jedna staje sie swiatlem, ktore rozjasnia cale sklepienie nad nami - tak, ze swiatlo innych znika i ona jedna cieszy nasze oczy i jej to cieplem otoczeni rosniemy bogaci w zycie....
Takoz bym widzial miedzy seksem i miloscia roznice i wszelkimi stanami, co z owych wynikaja, lecz nazw im nasza ulomna przeciez wciaz mowa nie nadala odpowiednich. howgh
Lecz, czy slusznie prawie, czy li tylko zdaje mi sie...? :>
Gdy juz pasje i namietnosci wiekszymi sie stana - ta jedna jasniec bedzie niczym ksiezyc i jak on na pierwszym bedzie planie, lecz wokol inne gwiazdy mrugac beda czasem... tako bywa z pozadaniem jeno...
Kiedy jednak milosnym spojrzec okiem - ta jedna staje sie swiatlem, ktore rozjasnia cale sklepienie nad nami - tak, ze swiatlo innych znika i ona jedna cieszy nasze oczy i jej to cieplem otoczeni rosniemy bogaci w zycie....
Takoz bym widzial miedzy seksem i miloscia roznice i wszelkimi stanami, co z owych wynikaja, lecz nazw im nasza ulomna przeciez wciaz mowa nie nadala odpowiednich. howgh
Lecz, czy slusznie prawie, czy li tylko zdaje mi sie...? :>
Friday, January 14, 2005
.... † ....
Noc milosiernie zakryla swiat przynoszac ukojenie myslom... w swietle sa tak okropnie wyostrzone, az do bolu szatkujac jazn....
wyrzec sie swego dziedzictwa nie jest latwo; stac juz bez cieni chroniacych mysli, wciaz jeszcze nie ogarniety swiatlem...trudna ta droga... i nie obejdzie sie bez zaciskania zebow - raz za razem i znow raz kolejny i jeszcze jeden... bo kazdy kolejny krok przybliza do swiatla... i chyba przewrotnosc losu kryje sie w tym, ze swiatlo to jest juz w nas...
wyrzec sie swego dziedzictwa nie jest latwo; stac juz bez cieni chroniacych mysli, wciaz jeszcze nie ogarniety swiatlem...trudna ta droga... i nie obejdzie sie bez zaciskania zebow - raz za razem i znow raz kolejny i jeszcze jeden... bo kazdy kolejny krok przybliza do swiatla... i chyba przewrotnosc losu kryje sie w tym, ze swiatlo to jest juz w nas...
Monday, January 10, 2005
.... † ....
This place became a deadzone.... my fault, true, yet a deadzone nonetheless...
i shall however continue to "bury" my thoughts in this cemetery... every now and again :)
i shall however continue to "bury" my thoughts in this cemetery... every now and again :)
Friday, January 07, 2005
Tuesday, January 04, 2005
.... nowowroczne postanowienie .....
Wraz z nowym rokiem zyczenia szczescia i rzeczy dobrych na przyszle dni co nadejsc dopiero maja skladac przestalem...
Miast tego szczescia zycze nie na jutro, ani tez dzisiaj - zycze wszystkiego dobrego juz od wczoraj. Bo to co ma nadejsc tam wlasnie poczete zostalo ;P
Zatem wszystkiego najlepszego - juz od wczoraj :D
Miast tego szczescia zycze nie na jutro, ani tez dzisiaj - zycze wszystkiego dobrego juz od wczoraj. Bo to co ma nadejsc tam wlasnie poczete zostalo ;P
Zatem wszystkiego najlepszego - juz od wczoraj :D
.... he he he ....sc ca
wrrrrr......
Wrrrrr......
Grrrr....!!!
wrrrrrrrrrggrrrrrrrrrROOOOOOAAAAAAAAARRRRRRRRRRR!!
ARRRRRRRRRGGGGGGGHHHHHH!!!! ARRRRRRRRRRR!!!
RAAAAAARRRRRRGGGGGGGHHHHHHAAAAARRRRROOOOOOO!!!
RRRRRRRRRRRRRRR....!!!!!!
I od razu lepiej....
Dzięki Tan, niech Ci Srebrnooka w Szale wynagrodzi za tę piłeczkę ;D
No... a teraz... DO ROBOTY !!
(to w ramach autoreflsyji,,, .... bleh...jak ja mam dosc tych ograniczen w sferze materialnej...!
Na moce, kiedys rozlupie to wiezienie i tylko skorupy beda wirowac wokol!! WRRRR!! Parafrazujac Arystotelesa (chyba ;P) - dajcie mi odpowiednio duzy mlotek a rozwiaze kazdy problem :] )
Dzien po dniu, jak dzien kazdy, mysli geste w tyglu roztopione, biedne, pozlepiane... ach, gdzies musialem zapodziac baterie do tego ciala... tylko gdzie?!
Powiadaja ze w tym swiecie trzeba oszalec by pozostac normalnym. W SWieTle PowyZszEgO MaALLkaKAwIIWanSKi styl ByciAA jESt CalLKiemM naA MieSJUc.....
zgrzyt...)
Na Gaję....
:D
Wrrrrr......
Grrrr....!!!
wrrrrrrrrrggrrrrrrrrrROOOOOOAAAAAAAAARRRRRRRRRRR!!
ARRRRRRRRRGGGGGGGHHHHHH!!!! ARRRRRRRRRRR!!!
RAAAAAARRRRRRGGGGGGGHHHHHHAAAAARRRRROOOOOOO!!!
RRRRRRRRRRRRRRR....!!!!!!
I od razu lepiej....
Dzięki Tan, niech Ci Srebrnooka w Szale wynagrodzi za tę piłeczkę ;D
No... a teraz... DO ROBOTY !!
(to w ramach autoreflsyji,,, .... bleh...jak ja mam dosc tych ograniczen w sferze materialnej...!
Na moce, kiedys rozlupie to wiezienie i tylko skorupy beda wirowac wokol!! WRRRR!! Parafrazujac Arystotelesa (chyba ;P) - dajcie mi odpowiednio duzy mlotek a rozwiaze kazdy problem :] )
Dzien po dniu, jak dzien kazdy, mysli geste w tyglu roztopione, biedne, pozlepiane... ach, gdzies musialem zapodziac baterie do tego ciala... tylko gdzie?!
Powiadaja ze w tym swiecie trzeba oszalec by pozostac normalnym. W SWieTle PowyZszEgO MaALLkaKAwIIWanSKi styl ByciAA jESt CalLKiemM naA MieSJUc.....
zgrzyt...)
Na Gaję....
:D
Subscribe to:
Posts (Atom)
